mareks

Ludzie, którzy stawiają sobie mierne cele życiowe, zazwyczaj osiągają to co zamierzali: nie dążą do niczego i niczego nie zdobywają.

Richard M. Devos   

Twój koszyk jest pusty!

W POSZUKIWANIU SIEBIE


Gęste deszczowe chmury w znacznym stopniu przysłaniały widok ziemi. Samolot zmniejszał wysokość, za kilka minut miał być w rejonie lotniska. Część pasażerów nadal prowadziła ożywione rozmowy, inni kończyli przeglądać prasę od czasu do czasu zerkając w stronę okien. Paweł z głową miękko wtopioną w fotel uśmiechał się do swoich myśli i niedawnych wspomnień. Gdyby pół roku wcześniej ktoś mu powiedział, że zakocha się do tego stopnia z pewnością by go wyśmiał. Wtedy jeszcze nie rozumiał ludzi powodowanych tak silnym uczuciem. Zjawisko to uważał za ewidentny przejaw egzaltacji i braku panowania nad sobą. Osobniki o takich inklinacjach nazywał „poszkodowanymi na umyśle”. Według jego teorii nie można było żyć w kimś bardziej niż w sobie samym. Jednak Iza sprawiła, że w krótkim czasie musiał zweryfikować dotychczasowe poglądy. To było jak uderzenie pioruna, nagły wybuch wulkanu. Teraz rozważając „sprawy sercowe” kolejny raz, cieszył się, że wyjazd służbowy został znacznie skrócony. Wciąż pobrzmiewały mu w głowie słowa Izy, gdy dzwoniąc na jego telefon komórkowy powtarzała jak tęskni i na niego czeka. Do tego przesłała również rozbrajające pozdrowienia od największego chuligana „Maksa”, którego wszystko ciekawi i jest trochę nieposłuszny na spacerach. Paweł przywoływał pierwsze wspólne chwile związane z Maksem. Było to przed dwoma miesiącami w urodziny Izy. Tego dnia podarował jej między innymi małego, nieporadnego szczeniaka rasy bokser. Żartował, że na czas rozstań będzie miała opiekuna, który zajmie się organizacją i wypełnianiem jej wolnych chwil. Starał się spotykać z nią tak często jak tylko było to możliwe. Zwykle dwa razy w miesiącu, czasami nawet trzy. Łapał się na tym, że z każdym dniem przesiąka Izą coraz bardziej. Jej spojrzeniami, tembrem głosu, zapachem. Stała się dla niego najlepszym lekiem na zwariowane tempo życia. Słodkie uczucia i myśli z nią związane często przepełniały go i wyzwalały nieokiełznane namiętności. Na samą myśl o niej narastało w nim podniecenie, jakby był kilkunastoletnim chłopcem zaskoczonym nagłą zmianą swojej fizyczności.


Paweł wolnym krokiem zbliżał się do drzwi wyjściowych z hali lotniska. Obok niego szedł z poważnym wyrazem twarzy wysoki, trzydziestokilkuletni mężczyzna. Spoglądając na Pawła tajemniczym wzrokiem postanowił przerwać milczenie:


- Po dzisiejszym dniu zrobisz sobie chyba przerwę w lataniu?
- Daj spokój! Niewiele brakowało żebyśmy się roztrzaskali. Następnym razem chyba wybiorę lot balonem albo tramwaj.
- Niezły pomysł. A jak firmowe sprawy?
- W miarę zadowalająco. Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale część rozmów musieliśmy przełożyć na później. Teraz ty Jacek pojedziesz. Będziesz miał okazję się wykazać!
Samochód prowadzony przez Jacka mijał ostatnie zabudowania należące do lotniska. Deszcz nadal intensywnie padał sprawiając, że wycieraczki z trudem zbierały wodę. Jedną ręką trzymając kierownicę drugą odpalając papierosa zapytał:
- Co tak cały czas kontemplujesz? Wyluzuj ! Traumeczka, traumeczką, ale na szczęście wszystko się dla ciebie i pozostałych pasażerów dobrze skończyło. Lepiej powiedz, co u Ricka i reszty ekipy.
Po kilku sekundach dodał :
- Pewnie mieliście trochę wolnych chwil na różniste rozrywki, tudzież zabawy?
Paweł odwlekając odpowiedź w końcu odezwał się bez wielkiego entuzjazmu :
- Trochę łaziliśmy po różnych klubach. Właściwieee... nic szczególnego.
- Mówiłem ci jak z Rickiem i Tomem wyrwaliśmy niedawno ekstra laski z dyskoteki?
- Pięć razy już o tym opowiadałeś! Na pamięć znam każdy detal tej historii. Co do moich wojaży, zawiodę cię. Nie rwałem panienek jak świeże wiśnie. To twoja specjalność.
- Niewiarygodne! - rzucił Jacek z rozbawieniem.- Od jakiegoś czasu cholernie sporządniałeś. Normalnie cię nie poznaję.
- W przeciwieństwie do ciebie!


Paweł skończył brać prysznic, gdy telefon zadzwonił ponownie. Z ręcznikiem przepasanym na biodrach podszedł do stołu i podniósł słuchawkę.
- Tak mamo. Wiem, słyszałem - na chwilę przerwał przeczesując mokre włosy palcami.- Ale nie mogłem odebrać, bo właśnie się kąpałem.
Głos w słuchawce kontynuował wypowiedź.
- Bardzo się cieszę mamo. Wiesz jak lubię twój sernik! Oczywiście, że przyjadę. Mamo, będę u was za godzinę.

Na posesji rodziców Pawła w ramach komitetu powitalnego stała z przednimi łapami opartymi o furtkę , radośnie przy tym poszczekując, suka rasy bokser.
- Przestań wariować Kora i nie skacz na mnie! Łapy masz ubłocone jak cholera.
- Dopiero, co ją wypuściłem. Kilka minut skamlała przy drzwiach, żeby jej otworzyć.
Prawie zawsze wyczuwa kiedy się pojawisz. Sprawia wrażenie jakby doskonale wiedziała o kim lub o czym z mamą rozmawiamy.
- Tato cała okolica już wie jaki to mądry, pies. Powiem ci i nie jest to specjalnie odkrywcze, że Kora powinna mieć swój własny klucz do mieszkania.

Po chwili w progu otwartych drzwi stanęła matka, którą wziął w ramiona i serdecznie ucałował.

- Wiesz jak z ojcem niepokoiliśmy się o ciebie przez tę pogodę. U nas przeszła niesamowita burza i taki deszcz jakby wiaderkami ktoś z nieba wodę lał - stwierdziła z troską w głosie.
- To prawda - potwierdził ojciec dodając:
- Jakieś oberwanie chmury musiało być. Wszystko, cały ten front atmosferyczny przesuwał się w kierunku zachodnim w stronę lotniska.
Gdy weszli do pokoju gościnnego z kominkiem, uwagę Pawła przykuł zastawiony stół jego ulubionymi potrawami. Skomentował natychmiast:
- Takie dobroci , pyszności kochani przygotowaliście. Warto było nie jeść obiadu.
Po chwili uśmiechnąwszy się szeroko sięgnął do plastikowej torby reklamowej, którą przyniósł ze sobą i rzekł :
- Ja też pomyślałem o was. Przywiozłem z Londynu parę ciekawych płyt ze znakomitą muzyką. Coś w waszym guście no i renomowany francuski koniak.
Ojciec Pawła po uważnym obejrzeniu butelki postanowił błysnąć dowcipem:
- Ja wybieram koniak Jadziu, dla ciebie płyty. Cieszysz się?
- Taki cwany chytrus jesteś! W takim razie zapomnij o tych płytach. Jak tylko będę ich słuchać zadbam abyś w tym czasie nosił zatyczki w uszach. Dopilnuję tego.
Po chwili patrząc na syna zapytała z odrobiną zadziorności:
- Paweł, czemu nic nie mówisz? Nie zgodzisz się chyba żeby ojciec sam opróżniał butelkę tak szlachetnego rocznika? Liczę na twoje zdolności mediacyjne.
- Mamo, wierzę, że jakoś się dogadacie beze mnie.
- Zdzisiuuu, słyszałeś?
- Nooo. Skoro nie ma innego wyjścia... Trudno, będziemy się dogadywać.

Kolacja dobiegała końca. Paweł z ojcem siedzieli przy stole i jedli sernik prowadząc ożywioną dyskusję, najpierw o samochodach, a później o piłce nożnej, a matka krzątała się w kuchni przygotowując herbatę. Kiedy weszła do pokoju z dzbankiem aromatycznego naparu zakomunikowała z pewnym naciskiem, przerywając ich wymianę poglądów:

- Nie wspomniałam wam, że wczoraj wychodząc z teatru spotkałam mamę Grażyny. Wymieniłyśmy bardzo ciepło kilka zdań. Podobno Grażyna załatwiła sobie ciekawą pracę i wyjechała do Kanady.
Paweł bez większego entuzjazmu przysłuchiwał się tym nowinkom. Wciąż darzył Grażynę dużym szacunkiem, ale nic ponad to. Ich drogi rozeszły się w dniu kiedy poznał Izę. Grażyna przypominała bardzo dobry film z nutą romantyzmu i łagodną akcją, który znał niemal na pamięć. Brakowało mu porywu świeżości, intrygujących elementów zaskoczenia. Wszyscy zgodnie uważali ich za świetnie dobraną parę. Byli jak stare dobre małżeństwo o solidnych podstawach. Jednak kiedy kolega poznał go z Izą wszystko się nagle odmieniło, nabrało intensywności, bardziej zdecydowanego smaku. Stało się to w dniu, gdy Paweł przyszedł na otwarcie wystawy jej prac malarskich w jednej z galerii. Od razu zwrócił na nią uwagę i coś między nimi zaiskrzyło do tego stopnia, że tego samego wieczoru jeszcze zaprosił ją na kolację. Później wszystko potoczyło się niezwykle szybko i burzliwie. Nagle matka wybiła Pawła z zamyślenia pytając:
- Jesteś pewny, że dobrze się stało? Uważasz, że teraz właściwie wybrałeś?
- Mamo, dlaczego znowu wracasz do tego tematu? Tyle razy już o tym rozmawialiśmy.
- Bo to wyjątkowa, wspaniała dziewczyna. Wiesz, jak byliśmy z ojcem za nią. Zachowała się niezwykle godnie, honorowo choć z pewnością wiele ją to musiało kosztować. Bardzo cię kochała i szanowała.
- Nic na to nie poradzę. Po prostu tak wyszło. Mam nadzieję... Kochani z czasem zrozumiecie, że podjąłem słuszną decyzję.
- Chciałabym w te twoje słowa uwierzyć, ale kobieca intuicja podpowiada mi zupełnie coś innego. Paweł, przecież wiesz, że pragnę dla ciebie jak najlepiej.
- Mimo wszystko proszę cię mamo, daj szansę Izie. Podchodzisz do niej z taką rezerwą... Jak mam cię przekonać? A zresztą... - z rezygnacją opuszczając wzrok na filiżankę z herbatą próbował wycofać się z dalszej dyskusji.
- Bo nie jestem nią tak zauroczona jak ty synu. Spotykacie się parę dni w miesiącu. Masz wyidealizowany jej obraz. Wszystko jest odświętne i pełne magnetyzmu. Ja częściowo rozumiem tę twoją fascynację tylko... tylko, że w życiu są różne etapy przez, które się wspólnie przechodzi. Nie zawsze jest różowo.
- No to będziemy przechodzić.
- Nie uważasz, że za krótko się znacie i za wcześnie na tak poważne decyzje? Dajcie sobie jeszcze trochę czasu. Skąd ten nagły pośpiech do ślubu? Chyba nie jest w ciąży?
- A co, nie chciałabyś zostać babcią?
- To znaczy, że jest?
Matka wzięła głęboki oddech i porozumiewawczo trochę gniewnie spojrzała na męża. Paweł trochę zaskoczony przebiegiem rozmowy i zdecydowanym stanowiskiem matki powiedział łagodząc atmosferę:
- Nie jest, ale to niczego nie zmienia.
Ojciec przysłuchujący się rozmowie postanowił zabrać głos:
- Nikt za nikogo się nie naje i nie wyśpi. Próbujesz mu dawać wskazówki, a on i tak zrobi jak będzie chciał. Jest dorosły, niezależny i ponosi odpowiedzialność za własne decyzje. Zgadzam się z tobą Jadziu, że konia wyścigowego nie można cały czas cukrem karmić. Nieraz rozmawialiśmy o tym, że ludzie najlepiej poznają się w zwykłym codziennym życiu i wtedy, gdy przychodzą trudności. Kochani nie uważacie, że dobrze byłoby zmienić temat Po chwili żartując zapytał:
- Co sądzicie o wpływie ruchów tektonicznych ziemi na rozwój płaskostopia u prosiąt?



Kolejny raz coś podpowiadało Pawłowi, żeby zadzwonić do Izy. Pewnie jeszcze nie wyszła do pracy. Może w tym momencie je śniadanie i myślami tak jak on jest gdzieś blisko. Gdy rozmawiali przez telefon trzy dni temu, we wtorek, był w Londynie i nie wiedział jeszcze, że jego pobyt się skróci aż o tydzień. Do tej pory zawsze uprzedzał o swoim przyjeździe, tym razem postanowił zrobić jej niespodziankę. Miał dla niej kupioną w Londynie śliczną suknię ślubną, dokładnie taką samą, jaką wypatrzyła w najnowszym katalogu. Oczami wyobraźni widział jak z wypiekami na twarzy przymierza ją w dużym lustrze, a potem rozpromieniona rzuca się w jego ramiona.
Paweł sprawdził wszystkie okna w domu czy są pozamykane i zniósł potrzebne rzeczy do samochodu. Zapowiadał się wyjątkowo ładny dzień. Było bezwietrznie i zupełnie czyste niebo. Z ośmiu głośników w najnowszym volvo sączyła się muzyka Kennego „G”. Dzięki Pawłowi Iza też ją polubiła. Często się przy niej kochali albo rozmawiali o teraźniejszości, marzeniach, planach, które chcieliby zrealizować i o tym wszystkim co sprawiało, że byli sobie tacy bliscy. Z Izą nie mogło być mowy o nudzie, wciąż miała wiele nowych pomysłów. Cenił w niej pasję do sztuki, zwłaszcza do malarstwa, filmu oraz literatury. Miała niezwykłą wyobraźnię, duże wyczucie sytuacji, świetny gust. Nosiła rzeczy, które umiejętnie podkreślały jej kobiecość, wszystkie atrybuty. W łóżku potrafiła wydobyć z niego niesamowitą ilość żaru, spontaniczności i odkryć pragnienia, o które sam wcześniej się nie podejrzewał. Myślami był coraz bliżej ich ostatniej wspólnej nocy. Zdjął trochę nogę z gazu. Pozwoliło mu to znów głębiej wnikać w przeżyte intensywnie chwile. Saksofon grał długimi, ciepłymi dźwiękami łagodnie wibrując, a on wsiąkał w erotyzm tamtego czasu :


„ Iza całym ciałem wtulała się w jego bok. Jeszcze przed kilkoma minutami była bliska omdlenia i zatracała poczucie rzeczywistości. Wbijając mu paznokcie w plecy, gryzła ramię głośno wzdychając. Dał z siebie wszystko, a teraz odpoczywał wyrównując oddech. Rozpierało go szczęście, że aż tyle sprawił jej przyjemności. Cudownie czuła swoje ciało. Przy niej stawał się bardziej zachłanny na wszystko, co miało związek z kochaniem. Kiedy tak leżeli blisko siebie w milczeniu, miał wrażenie, że są jednym ciałem. Po kolejnych kilku minutach Iza uniosła głowę i zalotnie patrząc mu w oczy, zbliżyła opuszki palców do jego ust. Zaczęła je delikatnie dotykać, a po dłuższej chwili całować i ssać. Dreszcz podniecenia przeszywał go bardziej i bardziej z każdą sekundą. Wilgotnymi ustami, delikatnie i powoli schodziła po policzku, szyi, na jego tors, a jej twardniejące śliczne piersi muskały mu brzuch. Czuł jak krew w nim pulsuje i wypełnia męskość. Namiętnie całowała jego sutki, zwilżała czubkiem języka, jednocześnie lekko kąsając. Zatopił palce w jej długich, jasnych włosach, przyjmując każdą pieszczotę. Ze szlaku, jaki obrała spodziewał się, że jeszcze chwila i stanie się to, co sprawia mu tak wielką przyjemność. Iza wsparta na jednej dłoni i łokciu, drugą delikatnie objęła jego atrybut i zacisnęła u podstawy. Po chwili już obejmowała także gorącymi ustami. Jej cudownie wilgotne wargi bez pośpiechu przesuwały się wykonując coraz dłuższe ruchy jakby chciała go całego wchłonąć. Po kilku minutach uniosła głowę z nad jego brzucha i odgarnęła włosy do tyłu. Spojrzała mu namiętnie w oczy i uśmiechając się uklęknęła nad nim z rozwiedzionymi udami. Powoli opuszczając biodra pozwoliła by delikatnie i płytko w nią wszedł. Lekko kołysząc się na boki jakby droczyła się z nim, czekając na jego reakcję. Chwycił ją rękami mocno za biodra, a ona pozwoliła by przycisnął je raptownie jak najbliżej siebie, wydając przy tym głośny zmysłowy jęk. Na jej twarzy malował się słodki grymas. Iza zastygła w tej pozycji na chwilę jednocześnie przymykając oczy. Po kilku sekundach zaczęła się nad nim rytmicznie unosić. Z zachwytem patrzył na jej twarz, długą szyję, na przemian głaszcząc i ugniatając sterczące piersi. Westchnienia stawały się coraz bardziej przeciągłe i z każdą minutą narastały. Czuł, że to, co ma przyjść jest już coraz bliżej i bliżej. Iza gwałtowniej nad nim opadała głośno sapiąc i momentami spazmatycznie krzycząc. Kiedy ucichła, a porywająca ciało fala jakby w zwolnionym tempie zaczęła odpływać, osunęła się w jego ramiona. Czuł jak mocno bije jej serce. Cała była wilgotna od potu i pachniała kochaniem. Chłonął ten zapach zmieszany z nutą delikatnych perfum.”


Płyta z jego ulubioną muzyką właśnie się skończyła. Wymienił ją na inną, bardziej dynamiczną i dodał gazu. Samochód pędził teraz z dużą szybkością pokonując kolejne kilometry. Dzięki Izie poznał tę trasę na tyle dobrze, iż wiedział, w jakich rejonach najczęściej można się natknąć na radarowe niespodzianki z „fotką” i patrole policji drogowej. Na dość długim odcinku prawie w ogóle nie zjeżdżał z lewego pasa, wyprzedzając wszystkie auta. Czuł narastającą radość na myśl, że już niedługo znów będą razem. Spojrzał na zegarek, dochodziła trzynasta. Pewnie prowadzi ostatnią lekcję, szybko obliczył.

Bukiet czerwonych róż, które kupił teraz w kwiaciarni prezentował się znakomicie. Zwykle tutaj wstępował po drodze jadąc do Izy. Położył kwiaty obok na przednim siedzeniu i odpalił silnik. Stąd były do niej już tylko dwa skrzyżowania. Jechał wolno mijając mały kościółek ze strzelistą wieżą, przystanek autobusowy i ciąg sklepów. Włączył kierunkowskaz i skręcił w ulicę na której mieszkała.

Nacisnął kilka razy guzik domofonu przed nazwiskiem Izy, ale nikt się nie zgłaszał. „ Może jest jeszcze w szkole” pomyślał. Zostawił prezenty oraz kwiaty w samochodzie i wyszedł jej na spotkanie. Do szkoły było nie więcej jak trzysta metrów.


Dowiedział się, że z powodu chorej matki, która nagle znalazła się w szpitalu, wzięła czwartek i piątek wolny. Po wyjściu z budynku natychmiast wyjął telefon i zadzwonił do Izy, ale usłyszał tylko, że w chwili obecnej abonent jest niedostępny. Po kilku nieudanych próbach odnalazł na wyświetlaczu numer domowy jej matki. Czekał dłuższą chwilę, lecz nikt nie podnosił słuchawki. Postanowił tam pojechać. Samochodem, była to godzina jazdy. Zastanawiał się, co też mogło się stać matce Izy:
„Być może kłopoty z sercem. Kiedyś wspominała, że musiała przejść dokładne badania i lekarze wykryli u niej jakąś wadę.”
Właściwie niewiele ją znał. Raz tylko pojechali do niej z Izą. Było to na święta wielkanocne. Nie lubiła jeździć do matki, choć kilkakrotnie zapraszała ich do siebie. Iza zrobiła to dla niego, bo koniecznie chciał ją poznać. Pomimo, że starały się być miłe dla siebie wyczuwał panujący między nimi chłód. Przygotowywała go do tego, oswajała z tym tematem. Opowiadała mu wcześniej, że od kiedy poszła do szkoły średniej z internatem, znacznie oddaliły się od siebie emocjonalnie. Jeszcze tego samego roku, gdy wyjechała z domu, matka drugi raz wyszła za mąż. Później w krótkim czasie urodziła dziecko i całkowicie pochłonęła ją nowa rodzina.

Paweł spoglądał na drogowskazy, zastanawiał się, że może ta sytuacja ze szpitalem coś między nimi zmieni na lepsze. Pewnie, gdzieś w głębi serca tliła się ich miłość do siebie. Gdyby tak nie było nie pojechałaby do niej natychmiast no chyba, że jest naprawdę w ciężkim stanie. W pokoju nauczycielskim nikt nie udzielił mu bliższej informacji, a właściwie to on nie zapytał o szczegóły.

Minął tablicę ze znajomą nazwą miejscowości. Zdecydował się jechać prosto do tutejszego szpitala. Przystanął na chwilę by zapytać o najkrótszą drogę. Z wyjaśnienia jakie otrzymał zorientował się, że będzie akurat przejeżdżał ulicą, na której mieszka matka. Na chodniku przed domem zobaczył stojący samochód jej męża. Zatrzymał się i szybko wysiadł z auta. Gdy wbiegł po schodach na trzecie piętro, a potem stanął przed drzwiami ogarnął go dziwny niepokój. Chwilę odczekał zanim nacisnął dzwonek. Po kilku sekundach usłyszał coraz wyraźniejszy dźwięk damskich obcasów. Kiedy drzwi się otworzyły nie wiedział jak ukryć zaskoczenie. Patrzył z niedowierzaniem na stojącą przed nim wizytowo ubraną i uśmiechniętą matkę Izy. Z trudem wydusił z siebie:
- Dzień dobry!
- Witam panie Pawle. Ale mnie pan zaskoczył! Proszę wejść.
Matka nie kryła ogromnego zdziwienia .
- To dopiero niespodzianka! Właśnie przed chwilą wróciłam z pracy i nawet obiadu nie mam przygotowanego. Szkoda, że nic mi Iza nawet nie wspomniała, że będziecie.
- Ja sam przyjechałem. Sądziłem, że się wybrała do pani.
- Achaaa. Nie, nie było jej. Zwykle wcześniej dzwoni, uprzedza mnie.
- Rozumiem - dyplomatycznie odpowiedział Paweł.
- A co miała być? Rozmawialiście o tym?
- Nieee, nie uzgadnialiśmy tej sprawy. Muszę przyznać... Nawet nie wie, że się do niej postanowiłem wybrać. To miała być niespodzianka. Przed domem Izy spotkałem akurat jej sąsiadkę i ona napomknęła mi, że możliwe iż pojechała do pani, bo coś na ten temat wspominała.
- No to świetnie! Jest okazja żebyśmy razem spędzili trochę czasu, tym bardziej, że ciągle macie inne plany i nie pokazujecie się u nas . Co panu zrobić... kawę, herbatę, a może coś zimnego?
- Poproszę herbatę.
Po zaparzeniu herbaty matka Izy zawołała syna zajętego komputerowymi grami w swoim pokoju.
- Darek, choć zobaczyć, kto do nas przyjechał. Powiedz ładnie dzień dobry. Przywitaj się.
- Dzień dobry - powiedział chłopiec chłodno, wykazując średnie zainteresowanie gościem.
- Może w takim razie zadzwonię do niej. Powiem, że...- zaproponowała po chwili namysłu, ale jej przerwał :
- Dzwoniłem dosłownie kilka minut temu, ale nie odebrała. Pewnie niebawem się odezwie.
- No dobrze. Proszę wybaczyć mi niedyskrecję... Iza mówiła mi panie Pawle, że rozmawialiście poważnie o małżeństwie... Czy to prawda z tą ustaloną już datą ślubu?
- Tak. W najbliższym czasie mięliśmy zamiar oficjalnie powiedzieć o tym rodzinie i znajomym.

O godzinie szesnastej wrócił do domu drugi mąż matki Izy. Paweł posiedział z nimi jeszcze pół godziny i uznał, że czas się pożegnać.
- Miło, że pan nas odwiedził. Jeśli znajdziecie z Izą trochę czasu, proszę się do nas koniecznie wybrać- powiedziała matka narzeczonej odprowadzając go do drzwi.

Cała ta idiotyczna sytuacja nie dawała Pawłowi spokoju. Jechał i rozmyślał o tym bez przerwy:
„Dlaczego Iza skłamała w pracy? Na co jej były potrzebne dwa dni wolne? Co z jej telefonem?” Podsumował rozważania wnioskiem, „że jest to do wyjaśnienia tylko w bezpośredniej rozmowie z nią”.

Gdy tym razem dojechał na ulicę, na której mieszkała musiał przejechać sto metrów dalej, bo nie było wolnych miejsc do parkowania. W momencie gdy wysiadł z samochodu i właśnie zamykał drzwi do jego nóg podbiegł pies bardzo podobny do tego, co podarował Izie. Na długiej smyczy prowadziła go ośmioletnia dziewczynka. Spojrzawszy ufnie na Pawła zagadnęła :
- Chyba pana polubił.
Paweł przychylił się i pogłaskał psa, który radośnie merdając ogonem obwąchiwał jego nogawkę spodni.
- Bardzo ładny. Jak ma na imię?
- Maks, ale ja mówię do niego zdrobniale Maksio. Jeszcze nie skończył pół roku. Ma dopiero pięć miesięcy i trzy tygodnie.
- Lubisz z nim chodzić na spacery?
- Pewnie, że lubię, bo to mój pies!
- Naprawdę? To twój piesek?
Dziewczynka na chwilę zawahała się próbując wyjaśnić:
- Tak, prawie mój. Tylko czasami muszę go dawać takiej jednej pani, co jest koleżanką mojej mamy. Ona chce zabrać Maksa na zawsze jak będzie wyjeżdżać do innego miasta. Niedługo, chyba... za dwa miesiące ma wyjeżdżać. Właśnie do niej idziemy teraz.

Kiedy po pięciu minutach dziewczynka wracała wyraźnie zasmucona Paweł zauważył, że płacze. Gdy go minęła z opuszczoną głową, jakby nie zauważając, powiedział w jej kierunku :
- Nie przejmuj się! Będziesz miała takiego pieska, jak Maks.
Dziewczynka nie zareagowała idąc dalej.
- Mówię zupełnie poważnie. Dostaniesz ode mnie w prezencie małego boksera. Jeśli tylko naprawdę będziesz chciała.
Dziewczynka przystanęła i zaintrygowana tymi słowami odwróciła się. Mrużąc podejrzliwie załzawione oczy zapytała:
- A skąd pan weźmie?
- Bo widzisz... tak się składa, że moi rodzice mają sukę tej rasy. Jak będzie mieć małe mógłbym ich poprosić o jednego szczeniaczka dla ciebie. Najważniejsze jest to, czy twoja mama i tata się zgodzą.
Buzia dziewczynki nagle rozpromieniła się i w niebieskich oczach dostrzegł ogromne, dziecięce zaciekawienie.
- Ja, ja proszę pana zaraz porozmawiam z moją mamą i z tatą. Na pewno się zgodzą. Oni też bardzo lubią zwierzęta. Pobiegnę zapytać. Poczeka pan na mnie, dobrze?
- Może zróbmy tak... Jak wszystko będzie w porządku i twoi rodzice rzeczywiście się zgodzą, włożysz mi za wycieraczkę karteczkę z imieniem, z nazwiskiem i numerem telefonu. Zadzwonię do ciebie i twoich rodziców, wtedy dokładnie omówimy sprawę pieska. Nie wiem jak długo jeszcze tutaj będę. Jeśli nie zastanę moich znajomych, do których chciałem wstąpić, to niebawem stąd pojadę. Umówmy się tak... Gdyby okazało się, że moich znajomych nie będzie w domu , wtedy specjalnie poczekam na wiadomości od ciebie, powiedzmy dwadzieścia minut. Znasz się na zegarku i wiesz ile to czasu ?- zapytał retorycznie, a dziewczynka twierdząco pokiwała . - Powiedz mi tylko jeszcze jak masz na imię.
Paweł ruszył wolnym krokiem w kierunku domu Izy. Znowu zaczął analizować zaskakujące i sprzeczne wiadomości dzisiejszego popołudnia. Odczekał kilka sekund zanim nacisnął dzwonek domofonu. Tym razem niemal natychmiast usłyszał jej głos. Kiedy wchodził po schodach stała w otwartych drzwiach, czekała na niego uśmiechając się zalotnie. Jak był już blisko podbiegła i rzuciła mu się na ramiona. W przedpokoju z wdziękiem, miękkim, trochę śpiewnym głosem skomentowała:
- Ale z ciebie łobuziak kochanie! Czemu nic mi nie powiedziałeś , że będziesz u mnie, że przyjedziesz? Zupełnie inaczej zorganizowałabym sobie czas. Wyobraź sobie, że dopiero co wróciłam właśnie od koleżanki, z którą kiedyś studiowałam. Prawdę mówiąc znowu miałam do niej jechać. Kilka dni temu urodziła dziecko. Wczoraj odebrałam ją z maleństwem ze szpitala. Bardzo rozkoszna, bezbronna kruszynka.
- Nie ma sprawy, Iza. Nie będę zmieniał twoich planów. Przepraszam, że tak głupio wypadło z tym moim nagłym przyjazdem bez uprzedzenia.
- Paweł nie żartuj! Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Cieszę się, że przyjechałeś. Tęskniłam za tobą głuptasku. Bardzo mi ciebie brakowało.
Podeszła do Pawła i mocno przylgnęła całym ciałem.
- Pomagam Gabrysi, bo jest sama - zaczęła spokojnie wyjaśniać. - Nie ma bliskiej rodziny, a narzeczony zostawił ją jak tylko dowiedział się o ciąży. Jest całkowicie rozbita psychicznie po porodzie, potrzebuje życzliwego serca i wsparcia. Mam nadzieję, że to rozumiesz?
- Oczywiście - odpowiedział niemal natychmiast, zgadzając się z nią. - Przyjaciele, dobrzy znajomi, powinni sobie pomagać, zwłaszcza w trudnych momentach.
- No właśnie! W szkole wymyśliłam historię z ciężko chorą matką, a Maksa podrzuciłam do znajomych. Przed dosłownie kwadransem ich córeczka go przyprowadziła. Bardzo polubiła Maksa i chętnie się nim zajmuje, gdy ją tylko poproszę.
- Dzwoniłem do domu i na komórkę, ale nie odbierałaś... Byłaś niedostępna.
- Naprawdę dzwoniłeś? - zapytała wyraźnie zaskoczona.
- Tak.
- Zaraz się wkurzę. Z telefonem komórkowym, to sprawka Maksa wczorajszego poranka. Nie można go choćby na moment zostawić samego. Wyszłam do łazienki, a gdy wróciłam okazało się, że ściągnął z fotela i pogryzł.
Iza patrząc na psa i grożąc mu palcem powiedziała marszcząc czoło:
- Tak, tak. O tobie mówię majsterkowiczu!
Paweł zareagował głośnym śmiechem. Teraz dopiero poczuł jak topnieje jego wewnętrzne napięcie. Wstał z wersalki i powiedział z dużą ulgą:
- Kochanie skoczę do samochodu po rzeczy.
- Dobrze, a ja zadzwonię do Eweliny i powiem jej, że nie przyjadę.
Paweł wszedł radośnie do mieszkania Izy trzymając w lewej ręce torbę podróżną i kwiaty, a w prawej duże pudło zapakowane w ozdobny papier. Była w nim suknia ślubna. W tym czasie Iza zakładała buty szykując się do wyjścia.
- Śliczne róże Paweł. Co to za ogromne pudło przytaszczyłeś? Co w nim kochanie jest?
- Sama zobacz. Ale, co tyyy... Nie mów mi, że gdzieś wychodzisz?!
- Mam pustą lodówkę. Muszę coś kupić na kolację. Bądźcie grzeczni z Maksem, za dziesięć minut wracam.
- Możemy coś zjeść w restauracji - stwierdził czekając na jej reakcję.
- Paweł daj spokój! Jesteś pewnie trochę zmęczony ja zresztą , przyznam ci też. Dzisiaj zostaniemy w domu.
Po chwili dodała zalotnie:
- Zobaczysz, że ci się spodoba. Wstaw wodę na herbatę.

Paweł bawił się z psem rozmyślając o dzisiejszym dniu. Ganił się w tych rozważaniach za chwilowy brak zaufania do Izy i pochopne wnioski, gdy niespodziewanie zadzwonił telefon. Uznał, że nie odbierze. Głos nagrywający się na sekretarkę w ciągu kilkudziesięciu sekund zniszczył to, co tak budował i pielęgnował w sobie przez pół roku:
„ Iza nie potrafię cię zrozumieć. W jednej chwili mówisz, że jest ci ze mną cudownie, a zaraz potem zostawiasz mnie samego w hotelu. Nie wiem, co takiego dzwoniąc powiedziała ci matka, ale na pewno twój ojczym nie jest w szpitalu, w przeciwnym razie nie odebrałaby w mieszkaniu telefonu. Znam cię prawie pięć miesięcy, a mimo to wciąż niewiele o tobie wiem. Teraz przynajmniej się dowiedziałem, jaki masz numer domowy. A i jeszcze jedno. Zostawiłaś komórkę w łazience. Będzie do odbioru w recepcji.”

Minęły dwa tygodnie od chwili kiedy to, co liczyło się dla Pawła najbardziej runęło jak stary, spróchniały dom. Był rozgoryczony, głęboko zraniony. Nie umiał się odnaleźć, pozbierać. W jego perspektywie , mocno wykrzywionej, życie nagle sparszywiało, straciło dawny smak i sens. Unikał jakichkolwiek rozmów na ten temat, ale nie przynosiło to oczekiwanej ulgi. Wciąż myśli o Izie powracały natrętnie mącąc jego wewnętrzny spokój. Nie mógł wymazać z pamięci tego wszystkiego co sprawiało, że nadal ją kochał, a jednocześnie nienawidził. Szukał odpowiedzi na ważne pytania. Jacek i inni znajomi z firmy zaczęli dostrzegać w zachowaniu Pawła wyraźnie niekorzystne zmiany. Nikt nie zadawał mu głupich pytań, a jednak odnosił wrażenie jakby doskonale wiedzieli, co się stało. Siedział w swoim gabinecie i przeglądał okładki płyt, gdy wszedł Jacek z przenośnym telefonem komunikując mu:
- Paweł , do ciebie.
- Kto dzwoni?
- Iza .
Paweł odczekał aż drzwi za Jackiem się zamkną po czym rzucił spokojnie, z udawaną obojętnością do słuchawki :
- Słucham.
- Paweł to tyyy ??? Już kilka razy do ciebie dzwoniłam, ale unikasz mnie albo się rozłączasz. Paweł nie odkładaj, proszę. Muszę chwilę z tobą porozmawiać. Oddałam psa małej, tak jak sobie życzyłeś.
- Wiem o tym. Niepotrzebnie się fatygowałaś.
- Paweł, jest mi ciężko, przeraźliwie smutno. Nawet nie wiesz jak bardzo nienawidzę siebie za to, co się stało.
- Ja ciebie bardziej!
- Tak bym chciała cofnąć czas, wszystko naprawić. Spróbujmy jeszcze raz od początku. Na pewno by się nam teraz udało...
Mówiła miękko, trochę przygaszonym głosem, snując przed nim cudowną perspektywę ich wspólnego, dalszego życia. Z każdą kolejną sekundą czuł w jej słowach narastający fałsz, grę pustych słów. Była prawdziwą mistrzynią manipulacji i kłamstwa. W końcu wykorzystując moment ciszy przerwał ten przydługi „chwytający za serce” wywód :
- Cóż za cudowna metamorfoza. Niesłychanie wysubtelniałaś. Powiedziałaś mi dużo więcej niż chciałem usłyszeć. Tak się składa, wiesz o tym świetnie, że nawet najsłodsze kłamstwa więdną wcześniej lub później. Ale bądź tak łaskawa i nie przerywaj mi, za chwilę skończę. Nie, nieee... To wykluczone. Nie rozmawiajmy o reanimacji nieboszczyka. Wszystko co najlepsze było między nami udało ci się udusić gołymi rękami. Daruj sobie te kolejne gierki ? Nie musisz już dłużej przede mną udawać lepszej niż jesteś. Mam jedną serdeczną prośbę... Nie dzwoń do mnie więcej.
- Daj mi szansę. Nie mów błagam cię , żeee , że z nami koniec. A co z suknią ślubną? Jest taka piękna!
- To już twoja sprawa. Rób, co chcesz! Muszę kończyć- mam dużo zajęć- - stwierdził przerywając połączenie.
Poczuł dziwną satysfakcję, że zachował spokój, że nie powiedział tych wszystkich ostrych słów, które cisnęły mu się na usta. Szybko jednak tłumiony gniew zaczął mieszać się z żalem oraz źle ulokowaną miłością. Nigdy żadnej kobiety tak bardzo nie kochał. Teraz uświadamiał sobie coraz dokładniej, co musiała czuć Grażyna, z którą tworzył udaną parę przez pięć lat. W jej gestach, w słowach było wiele ciepła , łagodności, nigdy nie powiedziała nic negatywnego pod jego adresem. Nawet wtedy, gdy zakomunikował jej, że to już koniec, bo zakochał się w innej. Patrzyła tylko na niego zupełnie zaskoczona, zdumiona, swoimi zielonymi oczami, milcząc ze ściśniętym gardłem, a po chwili zalana łzami wybiegła z pokoju. Zachował się wówczas jak zwykły, wyrachowany bydlak. Przez ostatnich kilkanaście dni zdecydowanie bardziej zaczął odczuwać smak bólu i rozgoryczenia, jaki zafundował Grażynie. To była obrzydliwa zdrada przypominająca znienacka wbity nóż w plecy. Z zamyślenia wybił go Jacek, który ponownie wszedł i zapytał :
- Będziesz jeszcze potrzebował?
- Nie dzięki, możesz wziąć. Proszę - rzekł Paweł wyciągając rękę z telefonem w kierunku Jacka.
- Muszę jeszcze zadzwonić do akustyka - wyjaśnił zamyślonemu Pawłowi, który sprawiał wrażenie nieobecnego. - Może mógłbym ci w czymś pomóc?
- Co masz na myśli?- rzucił do Jacka z nieudolnie skrywaną irytacją.
W jego głosie i samym pytaniu była wyraźna nuta prowokacji.
- Od ubiegłego poniedziałku zrobiła się tutaj ciężka, napięta atmosfera.
Coś ciężkiego wisi w powietrzu. Myślałem Paweł, że to przejdzie, ale widzę...
- Wiem! Chodzę naładowany, zdaję sobie z tego sprawę. Popieprzyło się trochę różnych rzeczy w moim życiu. Po prostu... rozstaliśmy się z Izą definitywnie! W głowie mam cholerny kocioł chociaż, to była moja decyzja, ja tak zadecydowałem.
- Tak przypuszczałem, że coś między wami musiało się popsuć. Za dobrze cię znam. W pracy, zwłaszcza przez pierwsze dni, byłeś wyjątkowo nieznośny z tym swoim wkurwieniem w oczach na cały świat. Pociesz się ! Nie ty pierwszy i nie ostatni jesteś na liście z takimi problemami. W życiu bywa różnie, raz na wozie raz pod wozem. Los czasem potrafi ostro przeczołgać, zamieszać, zagrać na nosie. Myślę ,że to taki rodzaj próby, który każdy musi przejść wcześniej lub później. Słuchaj... Jakbyś miał czas dzisiaj, to może wyskoczylibyśmy na jakiegoś drinka albo piwo. Pogadamy sobie.

Siedzieli przy stoliku pod ścianą popijając małymi łykami złocisty napój . Niewielka ilość osób pozwalała na swobodne prowadzenie tym razem poważnej rozmowy.
- Paweł , każdy popełnia jakieś błędy, przeżywa rozczarowania i porażki. Nie odbieraj sobie tego prawa. Pewnie masz rację mówiąc, że różowe okulary uśpiły twoją czujność, ale jednak kobiety są obdarzone lepszą intuicją od nas. Sam wspominałeś o swojej mamie, o jej delikatnych sugestiach, jak próbowała studzić twój nadmierny entuzjazm względem Izy.
- Przereklamowałem ją. Teraz widzę dokładniej ten swój nadmierny entuzjazm - skwitował cierpkim uśmiechem.
- Był taki moment, że chciałem o tym z tobą pogadać. Nie miałem jednak pewności, czy mnie właściwie odbierzesz. Obawiałem się tego, że twoja miłość nie wystarczy by ogrzać dwa serca. Sam się w końcu przekonałeś, że pozory mogą bardzo mylić. Ale jak przed chwilą przyznałeś, dopiero teraz doszedłeś do właściwych wniosków. Dlatego nie wychylałem się z tymi moimi spostrzeżeniami, różnymi wątpliwościami odnośnie Izy. Byłeś w nią wpatrzony jak w obrazek. Ujmę to tak... Iza od samego początku nie wyglądała na kobietę, która spędza samotnie noce. Jest w niej coś z zalotnej flirciary, z kobiety trochę szalonej w życiu i w łóżku podejrzewam, także.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Jacek zapalił papierosa i patrząc na zamyślonego Pawła dodał:
- Bywa, że aby coś ważnego głębiej zrozumieć, przetrawić i nabrać dystansu, musi upłynąć sporo czasu. Twoje rozstanie z Grażyną wyglądało zupełnie inaczej. Zgodzisz się ze mną ? Powiem ci Paweł, to co kiedyś jeszcze raz, bardzo ją ceniłem i świetnie pasowaliście do siebie. Grażyna miała naturalny dar budzenia u ludzi sympatii niemal od pierwszego spotkania. Interesująca, mądra kobieta o dużej wrażliwości.
- Owszem - przyznał kiwnąwszy w zamyśleniu głową. - Nie była zarozumiała, sztucznie wyniosła, każdego umiała wysłuchać. A jeśli chodzi o mnie... Dawała mi wiele ciepłych uczuć, a jednocześnie swobodę. Byłem przez nią, mogę powiedzieć bez najmniejszego wahania, szczególnie kochany i wolny na tyle, na ile jest to możliwe. Teraz widzę swoje błędy w innych proporcjach, w bardziej jaskrawych barwach. Przyznaję, przekroczyłem wszelkie granice jej wyjątkowo dużego zaufania. Ciągnęło mnie gdzieś do czegoś nowego, tajemniczego, pełnego pikanterii i właśnie tego, co wspomniałeś wcześniej, domieszki szaleństwa. Wiem, czuję się nie w porządku. W jakiś sposób okradłem Grażynę z pewnego rodzaju niewinności, z czystej radości, z wiary w naszą wzajemną lojalność.
- Mówisz, że teraz dokładniej to widzisz. No tak... Przedtem rzeczywiście, nie miałeś szczególnej potrzeby, żeby się nad tym zastanawiać, roztrząsać wasze rozstanie zbyt szczegółowo. Chyba przede wszystkim po to zbieramy doświadczenia, by lepiej rozumieć własne postępowanie, a jednocześnie być emocjonalnie bliżej tego, co w danej sytuacji czują inni. Nooo, ale chyba na dzisiaj już wystarczy tych retrospekcji, wnikliwych analiz - powiedział Jacek zawieszając na chwilę głos. - Muszę cię wyciągnąć na jakąś imprezkę z dziewczynami. To będzie dla ciebie najlepsze lekarstwo na wyjście z tego psychicznego doła.
- Jak na to wpadłeś?- rzucił robiąc dziobek z ust i mrużąc oczy.
-Wystarczy na ciebie spojrzeć. Przy okazji oczyścisz się z jadowitego cynizmu, przygnębienia, rozczarowania i tego całego wewnętrznego rozedrgania. Zabieram cię do eleganckiej dyskoteki. Jeszcze tam nie byłeś, bo działa dopiero od ubiegłej soboty. Nooo, wreszcie się półgębkiem uśmiechnąłeś! Coś niesamowitego.
- Jacek daj spokój ! Nigdzie nie jadę.
- Przestań, przestań! Nie próbuj mnie wkurzać! Nie chcę w ogóle nic słyszeć, że się nie zgadzasz.
Jacek przedstawił Pawłowi szefa dyskoteki oraz jego wspólnika, po czym zajęli miejsca z dobrym widokiem na parkiet.
- Skoro nie masz specjalnego nastroju do wielkich zabaw, to przynajmniej naciesz oczy fajnymi laskami.
- Przyprowadziłeś mnie tutaj, żebym się ślinił jak buldożek i gapił na laski?
- Żebyś je rwał jak świeże wiśnie. Myślisz, że one tylko i wyłącznie przyszły potańczyć?
Po chwili Jacek dodał z naganą w głosie :
- Cholera! Przestań załamywać ręce i narzekać. Staram się jak umiem zadbać o twoje dobre samopoczucie, a ty mi robisz niepotrzebne uwagi. Wrzuć trochę na luz! Odpręż się. Spróbuj mniej restrykcyjnie gospodarować swoim nasieniem.
- To smutny w istocie żart. Ale doceniam twoje poczucie humoru. Sądzisz Jacek, że to takie proste? - stwierdził ze zbolałym spojrzeniem. - Chyba się od niej uzależniłem seksualnie. Była naprawdę znakomita w te klocki. Od paru minut, przyznam ci się, po tym czwartym piwie, nie odstępuje mnie już na krok.
- Rozumiem... Słowo krok nie jest tutaj nadmienione przypadkowo. No, no, no! Teraz pewnie bawi się umiejętnie twoim organem. Tylko nie krzycz zbyt głośno podczas finału, bo jeszcze ludzie pomyślą, że pilnie potrzebujesz dwóch silnych sanitariuszy i kaftan.
- Przestań robić sobie jaja. To było tak sobie śmieszne. Co mam ci powiedzieć? No co ??? Chciałbym być nieprzemakalny, podchodzić do pewnych spraw jak ty, na wielkim luzie , ale niestety tak nie potrafię.
- Cóż w tym takiego trudnego?
- Łatwo ci gadać. Po prostu... Jeszcze się we mnie nie wypaliło to wszystko. Jest zbyt świeże.
- Nieźle ci w głowie zamieszała ta twoja Iza. Bestia w uśpieniu!
Paweł nie odpowiedział, tylko wziął duży łyk piwa. Dalszą część rozmowy przerwało im dwóch znajomych Jacka bardzo rozbawionych, „uchachanych” po uszy. Zajęli wolne miejsca i atmosfera nagle się ożywiła.
- Ja tam czasami bywam w rozpustnych domach. Nie mam nic przeciwko agencjom towarzyskim. Długie strojenie, trzymanie za rączkę, spacery i patrzenie w oczka nie dla mnie. Praca mi na to nie pozwala. Cóż, dzięki niej po długich latach posiadłem pieniądze i osobowość - niemal jednym tchem wyrecytował swoją kwestię łysiejący blondyn, po czym poprawił okulary w rogowej oprawie.
- Masz rację. Ja też nie mam czasu na takie gierki, podchody - dorzucił zadowolony z siebie jego kolega .
- Wasz cyrk, wasze małpy! Tyle tylko na ten temat powiem, że mi to przypomina sytuację jakby myśliwy wybrał się na polowanie do ZOO - stwierdził Paweł.
Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem, przyciągając uwagę innych osób siedzących w pobliżu.
- Ale przynajmniej - swoją dygresję wtrącił łysiejący blondyn w okularach - nikt do ciebie nie będzie dzwonił albo do twojej mamusi, że jest w ciąży.
- Kiedyś na plaży poznałem piękną dziewczynę o ślicznych oczach, długich włosach, miała taki ładunek powabu, nienaganną figurę... Cholernie atrakcyjna! Po chwili czułem, że zaczynam się w niej zakochiwać - opowiadał Jacek z takim zaangażowaniem jakby to było wczoraj.
- Mówisz Jacek o pożądaniu? - przerwał mu Paweł.
- To ty tak uważasz. Zresztą, jak zwał tak zwał - zagadał Jacek z rosyjska. - Pozwól, że skończę. Słuchajcie...Wydała mi się intrygująco tajemnicza no i niezwykle, wręcz do omdlenia pociągająca. Podtrzymywałem rozmowę z nią jak tylko umiałem. Właściwie, muszę przyznać, cały czas tokowałem, trzaskałem dziobem o czym się dało, ona tylko od czasu do czasu odpowiadała jednym słowem : tak, nie, możliwe, może. Postanowiłem się z nią koniecznie umówić na następny dzień. Wyobraźcie sobie, ku mojemu zaskoczeniu po niewielkim wahaniu zgodziła się. Byłem ścieszony jak małe dziecko po zmianie pieluchy. Czekałem na nią w umówionym miejscu ponad godzinę, ale nie przyszła niestety. Przez kolejne dwa dni chodziłem jakiś taki przydeptany, tąpnięty, nie mogłem znaleźć sobie miejsca, aż w końcu przypadkowo zobaczyłem ją na ulicy. Uśmiechnęła się od razu na mój widok, ośmielając mnie do rozmowy. Miałem pewną tremę, ale postanowiłem wyrzucić z siebie nagromadzone emocje, które mną targały przez ostatnie poranki i wieczory. Mówię jej, że dużo o niej myślałem, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Słuchała nic nie komentując. W końcu zapytałem, dlaczego wtedy nie przyszła na spotkanie. Wówczas mi krótko odpowiedziała : „Bo mnie zęby boleli”.
Głośny śmiech podsumował opowieść Jacka, który z rozbawieniem dodał jeszcze :
- Nigdy nie wytrzeźwiałem tak szybko jak wtedy.
Paweł ponownie zamyślił się, a pozostała trójka komentowała wygląd tańczących kobiet. Łysiejący blondyn głośno wypuszczając powietrze z nadętych policzków rzucił :
- Zwróćcie uwagę na tę księżniczkę po prawej stronie w zielonej, wydekoltowanej bluzce. Jak na nią tylko spojrzę, to zaraz mam zniewalające poczucie rozproszenia. Przy takiej lasce perwersją byłoby zasnąć, mógłbym strzelać do przegrzania lufy! Niesamowicie umie eksploatować swoje wdzięki na parkiecie. Niam, niam! Już mnie zmusza do ćwiczenia silnej woli, normalnie kusi jak zapałki dzieci.
- Nooo - potwierdził niski brunet. - Widać od razu, że to specjalistka od krótkich intensywnych porywów erotycznych. Dla niej seks to tylko rodzaj gimnastyki. Do tego ma szalenie mocno rozwiniętą potrzebę ozdobności, te kolczyki, tatuaże. Ale przyznaj, mimo deklarowanej fascynacji, mamusi byś nie przedstawił, cooo?
- Raczej nie. Pewnie moja kochana mamusia już by zdecydowanie wolała, żebym wziął sprawy w swoje ręce - zaśmiał się jowialnie łysiejący blondyn, niesamowicie zadowolony z przemyconego dowcipu.
- Niezły pomysł z tą jakże wysublimowaną samodzielnością - zauważył cynicznie niski brunet. - Niedawno, po kilku latach przerwy, spotkałem starego znajomego. Zakomunikował mi , że jest po rozwodzie. Po kilku minutach rozmowy zwierzył mi się, że teraz prowadzi bardzo bogate życie seksualne, tylko nie ma je z kim dzielić.
Znowu zaśmiali się głośno, przyciągając uwagę innych. Niski brunet znany był z takich konfabulacji, różnych śmiesznych opowieści pod publiczkę. Odczekał moment i dokończył przerwaną wypowiedź:
- Stracił zapał do kobiet, powiem więcej, wręcz zaczął reagować na nie alergicznie, ale nie dziwię mu się. Miał kiedyś żonę, wizualnie, na samym początku małżeństwa, nawet całkiem niezły towar! Ale po chwilowym przebłysku młodzieńczej urody zaczęła się szybko przepoczwarzać w brzydkie, z dużą nadwagą, wulgarne babsko. No i ten mój znajomy poczuł się paskudnie oszukany. Totalnie się załamał. Ona była jak wiecznie ponawiany życiowy mandat. Z tego co wiem, dramatikos! Nieustannie i łapczywie dopieszczała swoje ego. Ciągle rajdy po sklepach z drogimi ciuchami, z najlepszymi kosmetykami. Oczywiście za jego pieniądze! Domowych zajęć nie lubiła i nie umiała się do nich przekonać. A znajomy coraz bardziej nie mógł się przekonać do niej. Powiem wam... Panu Bogu bardziej się udał mężczyzna niż kobieta. Jak stworzył mężczyznę, to później na niego patrząc z uśmiechem i z satysfakcją powiedział do siebie: „ Jest w porządku.” Gdy stworzył kobietę już mniej był zadowolony. Popatrzył na nią, trochę krytycznie i na pocieszenie rzekł: „ Eee , najwyżej będzie się malować.”
Po kilku minutach dyskusji o notowaniach giełdowych i o piłce nożnej wrócili do sprawdzonego tematu dotyczącego spraw damsko-męskich.
- A może tamta by cię Romek zainteresowała ? - zapytał Jacek, gdy ucichli i wskazał dyskretnie dziewczynę.
Wszyscy spojrzeli z zaciekawieniem, a po chwili na ich twarzach tańczyły ironiczne uśmiechy. Dziewczyna była nieciekawej , odstręczającej urody. Jej sylwetka do złudzenia przypominała kij od szczotki, a wyraz twarzy nachalnie sugerował, że nie jest stworzona do myślenia. Romek z błyskiem w oku i z udawanym zachwytem uderzając pięścią w stół, powiedział zadziornie:
- Jacek, trafiłeś w dziesiątkę! Czuję, że zaraz z Pawłem i z Januszem pokłócimy się o nią.
- Lepiej na spokojnie się dogadajcie, który z was z nią zwieńczy wieczór pościelą - zaproponował z rozbawieniem Jacek.
Niski brunet stwierdził:
- Przypuszczam, że wątpię byśmy się dogadali w tej kwestii. Lepiej panowie, porzućmy te marzenia, nie podsycajmy w sobie niepotrzebnej nadziei. Nawiasem mówiąc, z tym wyrazem twarzy dziewczyna nie może bardziej odbiegać od mojego wyobrażenia o inteligencji.

Była połowa października. Mijał właśnie piąty miesiąc, od kiedy Paweł widział Izę po raz ostatni . Nie dzwoniła już więcej po tym jak jej powiedział, że to koniec i nie ma dla niej czasu. Jednak myśli o niej powracały często i sprawiały przykre wrażenie jakby coś wysysało z niego krew zabierając ochotę do życia. Wciąż zbyt wiele rzeczy kojarzyło mu się z Izą. Nie mógł nabrać dystansu do pięknych chwil i ogromnego rozczarowania. Jak nigdy wcześniej szukał ukojenia w ciszy, w samotności, unikając w dużym stopniu życia towarzyskiego. Stany emocjonalne, które znał tylko z książek i filmów stały się teraz jego doświadczeniem. W pracy starał się pokazywać dobry nastrój od czasu do czasu wykrzesując z siebie naciągany entuzjazm i poczucie humoru. Jednak pracownicy, których był szefem, patrzyli na niego jakby trochę inaczej niż kiedyś. Chyba mu nawet dyskretnie współczuli z powodu źle ulokowanej miłości. Rodziców odwiedzał nieco rzadziej niż zwykle tłumacząc im, że obecnie pochłania go duża ilość różnych pilnych zajęć. Zbyt dobrze potrafili odczytywać jego nie najlepsze nastroje. Nie chciał być obiektem wnikliwej analizy, zwłaszcza zaniepokojonej tym wszystkim matki. Drażniła go ta cała jej nadopiekuńczość, sprawiała, iż czuł się godną pożałowania ofiarą z piętnem emocjonalnego zagubienia. Te matki spojrzenia i dygresje pełne niepokoju o jego zdrowie o witalność. Chciała jak najlepiej choć efekt był zgoła odwrotny. Jak dawniej, teraz z większą siłą odzywała się w nim potrzeba wyrażania siebie poprzez muzykę i teksty. Wieczorami siadał przy pianinie albo brał gitarę i zapisywał różne ciekawe pomysły. Coś podpowiadało mu, że właśnie teraz tworzy kompozycje pełniejsze, ciekawsze, bardziej dojrzałe, z większą siłą wewnętrznego przekazu. Ta twórcza praca pochłonęła go teraz na tyle mocno, że czuł jak przenosi się w inny świat sprawiający wiele czystej, głębokiej satysfakcji, a jednocześnie zdejmuje z niego ciężar wielkiego rozczarowania Izą. Była to pewna forma terapii, odnajdywania siebie na nowo. Nikt nie wprowadził takiego zamętu w jego życie jak ona. Wcześniej nie miał pojęcia, nawet tego nie podejrzewał , że źle ulokowana miłość do kogoś może zadawać aż taki ból. By zupełnie nie izolować się od ludzi raz na jakiś czas dawał się wyciągnąć Jackowi do jakiegoś klubu na piwo lub drinka. Jednak w wielu sprawach jakby bardziej różnili się poglądami. Częściej zaczął mieć wrażenie, że mówią innymi językami. Owszem, lubił go za specyficzny, cięty dowcip, za optymizm, za to również, że można było na nim polegać. Chwilami zazdrościł Jackowi mniej poważnego podejścia do życia i zadziwiająco dużego powodzenia u kobiet. Rzeczywiście Jacek miał coś magnetycznego w sobie, co przyciągało ich uwagę. Nie wiązał się nigdy na dłużej. Był typowym motylem. Zawsze powtarzał: „Najlepszy moment dla faceta na ślub, to dzień przed śmiercią”.

COPYRIGHT © 2014 Marek S.  Marek S.     |     ALL RIGHTS RESERVED     |     Regulamin     |     Polityka Prywatności i Cookies     |     kontakt     |     Valid XHTML 1.1     Poprawny CSS!